Zamek wysadzony w czynie społecznym









Kto stał za wyburzeniem ruin średniowiecznego zamku w Świerklańcu? Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach dogadało się w tej sprawie, za plecami wojewódzkiego konserwatora zabytków, z Ministerstwem Kultury. Konserwator dowiedział się o całej sprawie już po fakcie przez przypadek, gdy mieszkańcy Świerklańca już w połowie rozebrali kupę gruzu, która została po zamku. Kilka miesięcy potem ministerstwo wystąpiło z pretensjami do konserwatora, że doszło do wysadzenia ruin i w ten sposób stracono dużą ilość cegły gotyckiej, którą można było wykorzystać do naprawy innych zamków. Gdyby nie chodziło o utratę bezcennego dla powiatu tarnogórskiego zabytku, cała historia mogłaby się wydawać nawet śmieszna.

Jeszcze w 1957 roku chlubiono się ruinami starego zamku w Świerklańcu. W numerze "Gwarka", który ukazał się przed pierwszymi Dniami Gwarków, ukazał się dodatek "Poznaj piękno ziemi tarnogórskiej", w którym znajduje się fotografia części zamku i widać, że spora część ruin była w niezłym stanie. O tym, że nie była to kupa gruzu, świadczą zachowane balaski balustrady na pierwszym piętrze nowszej części budowli. Potem jednak komuś w powiecie tarnogórskim ruiny zaczęły przeszkadzać. Zaczęto rozpowszechniać informacje, które przekreślały historyczną wartość zabytku, m.in. że to wzniesiona pod koniec XIX wieku romantyczna ruina. Jak było w rzeczywistości?

Zamek stary, czy nowy?

Zamek składał się z kilku części, powstałych w różnych wiekach. Najstarszą wzniesiono prawdopodobnie w XIV stuleciu."Wcześniej, już w okresie piastowskim, istniało zapewne na tym miejscu starsze drewniano-ziemne założenie lub gród obronny. Jeszcze w 1513 roku budowla ta miała być w większości zbudowana z drewna dębowego. Prawdopodobnie drewniana była część naziemna, natomiast murowane były piwnice i mur obwodowy." - czytamy w artykule Jarosława Rolaka "Zamek w Świerklańcu. Historia wyburzenia w świetle materiałów archiwalnych Śląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach", zamieszczonym w "Wiadomościach konserwatorskich województwa śląskiego".

Jak wyglądał zamek? Pierwotnie zbudowano go na rzucie elipsy, miał dwie kondygnacje. Eliptyczny mur obwodowy wraz z piwnicami zbudowano głównie z kamienia łamanego, przy nieznacznym użyciu gotyckiej cegły. Takie eliptyczne założenie mają również zamki w Nowym Hradku, Olesku, a zwłaszcza w Kurozwękach. Jak podaje Rolak na początku XVIII wieku gruntownie go przebudowano, dodając dwa skrzydła.

Kolejna poważna przebudowa nastąpiła w drugiej połowie XIX wieku. Najstarszą część nadbudowano o drugie piętro, we frontowej elewacji dobudowano dwie flankujące czworoboczne wieże, a całość zamknięto krenelażem. Rozbudowano także oba XVIII-wieczne skrzydła. Południowe otrzymało aż trzy wieże, dwie flankujące i okrągłą. Natomiast skrzydło północne nadbudowano do I piętra. Przebudowa utrzymana była w stylu neogotyku angielskiego. "Zamek otoczony był fosą i parkiem. W 1912 roku doprowadzono do niego instalację elektryczną i inne udogodnienia. Zamek, będący wcześniej siedzibą mieszkalną, po wybudowaniu już pod koniec XIX wieku "małego Wersalu" stał się siedzibą centralnego zarządu majątkiem rodziny Donnersmarcków. W 1945 roku na skutek działań wojennych zarówno "mały Wersal", jak i zamek zostały strawione przez pożar i zniszczone. O ile w przypadku "małego Wersalu" sprawa jest jasna i nie ulega wątpliwości, że pałac podpalili czerwonoarmiści, to w przypadku zamku nie jest pewne, czy podpalili go w ostatniej chwili wycofujący się żołnierze niemieccy, czy żołnierze Armii Czerwonej" – napisał Jarosław Rolak.

Giełda pomysłów

Pozostałości "małego Wersalu" rozebrano i już wtedy pojawiły się zakusy, by to samo zrobić z ruinami zamku. Skąd o tym wiadomo? Z pisma konserwatora zabytków w Katowicach, które w czerwcu 1957 r. skierował do Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach. Stwierdza on, że dochodzą do niego informacje o zamiarach rozbiórki ruin zamku i przypomina, że jest to niezgodne z prawem. W tym roku ruiny zamku wpisano do rejestru zabytków.

Wojewódzki konserwator "oceniał stan zniszczenia obiektu na 65% - 70%, jednak przy dobrym zachowaniu murów konstrukcyjnych, zdrowych fundamentach, a także dobrze zachowanej części wewnętrznej i jednego ze skrzydeł. Podkreślał wielką wartość historyczną obiektu ze względu na gotyckość założenia oraz nie wykluczał odbudowy obiektu w przyszłości wraz z przystosowaniem do nowych celów" – napisał Jarosław Rolak.

Trwała wymiana pism, pojawiły się pomysły odbudowy pozostałej części zamku i otwarcia tam hotelu lub schroniska PTTK. Ale w pewnym momencie rozpoczęła się rozbiórka skrzydeł warowni i części neorenesansowej. Mówiono o zachowaniu najstarszej części w formie trwałej ruiny.

"Jednak - jak się okazało - sprawa ruin i tego, aby zrobić z nimi "porządek", absorbowała wówczas nie tylko ministerstwo i wojewódzkiego konserwatora zabytków. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach zwróciło się do Ministerstwa Kultury i Sztuki w sprawie rozbiórki i zgodę, w dniu 3 kwietnia 1962 roku, z ministerstwa otrzymało." – czytamy w artykule Jarosława Rolaka.

Strachy na lachy

W "Gwarku" z początku sierpnia 1962 r. znajdujemy artykuł "W Świerklańcu nie będzie już straszyło". Tygodnik informował, że w połowie sierpnia górnicy z kopalni "Andaluzja" – wspólnie z sekcją robót strzałowych zakładów "Nitron" z Krupskiego Młyna – rozpoczną prace wyburzeniowe ruin zamku w Świerklańcu. "Tak górnicy, jak i pracownicy zakładów chemicznych traktować będą te roboty jak czyn społeczny" – czytamy w "Gwarku". "Zamek o który chodzi, nie przedstawiał wartości historycznej, został wybudowany w formie warowni średniowiecznej, w epoce nowożytnej, bo wówczas była taka moda (Donnersmarcków, którzy go budowali, w średniowieczu na Śląsku nie było). Ostatnio wokół tych ruin było wiele szumu w związku z rzekomymi strachami, które "stękaniem" i innymi odgłosami niepokoiły przechodzących w pobliżu ludzi. Jak się później okazało były to sowy gnieżdżące się masowo w ruinach. W przyszłości "strachów" w Świerklańcu już nie będzie, bo jak się wyburzy ruiny, to i sowy muszą się wynieść".

W numerze tygodnika z 11 sierpnia 1962 r. znajduje się informacja: "Już w najbliższych dniach znikną ruiny świerklanieckiego "zamku strachów". Górnicy z "Andaluzji" powiercili już otwory strzelnicze w jego fundamentach. Teraz czeka się na pirotechników z "Nitronu", którzy ruiny wysadzą w powietrze. Nastąpi to najprawdopodobniej w ciągu najbliższego tygodnia".

Według Rolaka do wysadzenia ruin doszło we wrześniu.

Dlaczego wysadzono?

30 listopada wojewódzki konserwator zabytków pojechał na oględziny do świerklanieckiego parku i wtedy zauważył co się stało. 31 stycznia 1963 roku minister kultury i sztuki podpisał decyzję o skreśleniu z rejestru zabytków ruin zamku w związku z ich wyburzeniem. Potem ministerstwo zainteresowało się dlaczego do rozbiórki użyto materiałów wybuchowych i kto był inicjatorem takich działań. Chodziło o gotyckie cegły, które – gdyby budowlę rozebrano, a nie wyburzono – mogły zostać wykorzystane do napraw innych zabytków, obniżając tym koszty robót konserwatorskich.

"Według zebranych przez wojewódzkiego konserwatora zabytków informacji "rozbiórka" została przeprowadzona w następujący sposób: Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach po uzyskaniu z ministerstwa zgody na rozbiórkę, zleciło to zadanie Zakładowi Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Świerklańcu, który siedzibę miał na terenie parku. Zakład, nie dysponując środkami finansowymi umożliwiającymi rozbiórkę, zwrócił się do jednej z kopalń z prośbą o pomoc w tej sprawie. Zarząd kopalni wydelegował dwóch górników strzałowych, którzy wysadzili obiekt. Miejscowa ludność zaś, w zamian za odzyskany materiał budowlany, miała pomóc w usuwaniu pryzm gruzu. W momencie gdy dowiedział się o tym wojewódzki konserwator zabytków gruz był w 50% usunięty" – napisał Jarosław Rolak.

Tajemnicze pismo

Jakich argumentów użyło Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach, by przekonać Ministerstwo Kultury i Sztuki, że ruiny zamku w Świerklańcu należy rozebrać? Tego prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się. Jarosław Rolak nie dotarł do pisma do ministerstwa, uważa że nie zachowało się ono. Co mogło przesądzić o losach bezcennego zabytku? Zwykła ludzka głupota? Rzekome strachy, o których donosił "Gwarek", wydają się naiwnym wyjaśnieniem. Czy kierowano się niechęcią do tego co poniemieckie, dosyć powszechną w czasach powojennych, zwłaszcza wśród ludności napływowej na Górnym Śląsku? A może za dążeniem do rozbiórki stały powody ekonomiczne? Brak pieniędzy na odbudowę i zagospodarowanie ruin? A może po prostu ktoś ostrzył sobie zęby na materiał budowlany i dopiął swego?

Jarosław Myśliwski

https://gwarek.com.pl/gwarek/artykul/wysadzony-zamek


PostScriptum
od autora bloga

Jak była w tym faszystowskim czynie rola stalinowskiego komuchy Jorga Ziętka, który był wtedy wojewodą ? Bez jego wiedzy i akceptacji żaden pomniejszy komuszka z Tarnowskich Gór nigdy nie odważyłby się niczego wysadzać ??

Poza tym Jorg ukradł bramę pałacową do małp w chrzowskim ZOO 
- co świadczy bardzo jasno o jego stosuku do skarbu Donnersmarcków !! 





ODPOWIEDZIALNY ZA ZNISZCZENIA:

czytaj:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz