Historia rodu Donnersmarck (inne źródło)





Historia rodu Donnersmarcków



Donnersmarckowie, Henckel von Donnersmarck, rodzina niemieckich magnatów i przemysłowców. Protoplasta rodu, Łazarz (1551-1624), bankier cesarski, za pożyczki udzielane Habsburgom otrzymał w 1603 w zastaw dawne księstwo bytomskie.

W 1671 wyodrębniły się dwie główne linie rodu: bytomsko-siemianowicka i świerklaniecko-tarnogórska. Wzrost znaczenia obydwu linii Donnersmarcków wiązał się z górnictwem węgla i rud metali oraz hutnictwem. Pierwsze przedsiębiorstwa górniczo-hutnicze Donnersmarcków bytomsko-siemianowickich powstały w rejonie Tarnowskich Gór i Nowej Wsi. Od w XVIII w. w ich posiadaniu znalazły się także dymarki w Halembie i Piasecznej. W 1718 zbudowano wielki piec w Halembie, jeden z pierwszych na Śląsku, w 1809 w Piasecznej, w 1815 powstał w Nowej Wsi wielki piec opalany koksem.

W połowie XVIII w. także w Piasecznej działały należące do rodziny Donnersmarcków huty ołowiu i srebra. W 1786 rozpoczęto wydobywanie węgla kamiennego w kopalniach w Siemianowicach Śląskich. W 1850 przedsiębiorstwa Donnersmarcków bytomsko-siemianowickich dostarczały 23% surówki i 15% żelaza sztabowego wytwarzanego na całym Górnym Śląsku.

W 1870 Donnersmarckowie nabyli hutę Królewską w Królewskiej Hucie, w tymże roku łączna wielkość zatrudnienia w ich zakładach wyniosła 7,7 tys. robotników. W kolejnych latach stan posiadania Donnersmarcków powiększał się, jednak w 1928 sprzedali prawie wszystkie zakłady, zatrzymując jedynie kopalnię węgla w Radzionkowie i kilka kopalń cynku w rejonie Tarnowskich Gór.

Z Henckel-Donnersmarckami żartów w interesach nie było. Hrabia Leon, któremu rajcy chcieli utworzyć pod nosem konkurencję, wygnał ich z ratusza i urządził tam zwierzyniec.

Górny Śląsk położony na pograniczu kilku państw, a w dodatku przed uprzemysłowieniem stosunkowo biedny i słabo zaludniony, był terenem, na którym stale osiedlali się przybysze z sąsiednich krajów. Spotykamy tu przedstawicieli rodów szlacheckich polskich, morawskich, czeskich i niemieckich, którzy znajdowali tu lepsze warunki materialne.

Włączenie Górnego Śląska w XVI wieku w skład potężnej monarchii Habsburgów nazywającej się dumnie "Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego", ale w praktyce od XVII wieku ograniczającej się do terenów tzw. ziem dziedzicznych, nazwanych w XIX wieku monarchią austro-węgierską, ułatwiło migracje poddanych Habsburgów z różnych regionów monarchii. Na naszych terenach osiedlały się rody z Tyrolu, Karyntii, Styrii, północnych Włoch, Chorwacji, a także z terenów sąsiadujących z Górnym Śląskiem: Moraw i Węgier. Należy pamiętać, że z Węgrami bezpośrednio graniczyło górnośląskie księstwo cieszyńskie, gdyż Słowacja wchodziła w skład państwa węgierskiego.


Z OTOCZENIA CESARZA

Przybyszami z tej części monarchii Habsburgów, a konkretnie ze Spisza na Słowacji, byli znani górnośląscy magnaci przemysłowi Henckel-Donnersmarck. Posiadali olbrzymią ilość kopalń i hut, należeli do grupy najbogatszych przemysłowców naszego regionu. Pochodzili ze starego, znanego również w Polsce, rodu węgierskiego Thurzo-Bethlenfalva, bardziej mieszczańskiego jak szlacheckiego, zajmującego się głównie handlem hurtowym.

Jeden z przedstawicieli tego rodu Jan Turzo był w latach 1506-1520 biskupem wrocławskim. Na przełomie XIV i XV wieku Piotr Thurzo, którego pełne nazwisko brzmiało Petrus Thurzo de Quinto Foro, a w języku niemieckim Peter Thurzo von Donnersmarck, żonaty z ostatnią przedstawicielką węgierskiej linii austriackiego rodu Henckel, nadał swoim synom nazwisko Henckel-Donnersmarck. W sto lat później potomek Piotra Jan II Henckel-Donnersmarck przybył z Węgier w orszaku królowej Marii do Wiednia i rozpoczął karierę rodu. Przebywał cały czas na dworze wiedeńskim w najbliższym otoczeniu cesarza, był członkiem rady cesarskiej. Dorobił się tam znacznego majątku i jego syn Łazarz I w 1615 roku otrzymał tytuł barona Rzeszy Niemieckiej. Odebranie przez cesarza książętom krnowskim Hohenzollernom ich majątków umożliwiło nabycie przez niego na Górnym Śląsku trzech potężnych kompleksów majątków: "państwa" Bytom, Bohumin i Tarnowskie Góry. Z trzech tych kompleksów stworzył jeden organizm gospodarczy, tzw. majorat, który przekazał swojemu synowi Łazarzowi II, który w 1661 roku otrzymał najwyższy tytuł szlachecki Reichsgrafa.


NA WZÓR WERSALU

Łazarz II miał trzech synów, statut majoratu, który zakładał niepodzielność i niesprzedażność majątku, został zmieniony, dopuszczając możliwość jego podziału, ale ograniczając dziedziczenie tylko w linii męskiej. Majorat podzielono i każdy z braci otrzymał jedno "państwo": Eliasz - Bohumin, Gabriel - Bytom, a Jerzy Fryderyk - Tarnowskie Góry.

Gabriel nie miał dzieci i jego majątkiem podzielili się bracia. Linia z Bohumina wymarła w w1803 roku na Janie Erdmanie i część majątków przejęli potomkowie najmłodszego z braci, Jerzego Fryderyka z Tarnowskich Gór, Świerklańca i Bytomia. Najbardziej znaczącą linią tego rodu była właśnie ta linia.

Za siedzibę wybrano Świerklaniec pod Tarnowskimi Górami, gdzie wybudowano wspaniałą rezydencję, podobno wzorowaną na francuskim Wersalu, ze wspaniałym parkiem. I dziś jeszcze, pomimo że główny pałac został zniszczony, park z licznymi rzeźbami, sadzawkami i fontannami oraz tzw. dom kawalerów robią olbrzymie wrażenie.

Jerzy Fryderyk (zm. w Wiedniu 1671 r.) był żonaty z Anną Heleną bar. von Kaunitz, ostatnią dziedziczką Sławięcic pod Koźlem, które wniosła swojemu mężowi w wianie tę miejscowość oraz sąsiednie Lenartowice, Miejsce, Nową Wieś i Lichynię.

Tak więc Henckel-Donnersmarckowie stali się na czas kilku lat właścicielami majątków sławięcickich, wybudowali tu trzy huty żelaza. Sławięcice od początków swojego istnienia w średniowieczu stanowiły bardzo ważny ośrodek gospodarczy, ale zawsze miały pecha i przegrywały konkurencję z sąsiadami. W średniowieczu istniał tu zamek książąt opolskich i nawet była szansa na przeniesienie tu stolicy księstwa. Prawa miejskie otrzymały już w połowie XIII wieku, wcześniej niż Opole, ale wskutek protestów biskupów wrocławskich, właścicieli sąsiedniego Ujazdu, prawa te zostały cofnięte. W późniejszych czasach Sławięcice były nadal ważnym ośrodkiem gospodarczym i administracyjnym (istniał powiat sławięcicki) aż do połowy XIX wieku, kiedy to wybudowanie w sąsiednim Kędzierzynie dużego węzła kolejowego przekreśliło możliwości rozwoju tej miejscowości. Jeszcze w XIX wieku Sławięcice stanowiły centrum dominium książąt Hohenlohe, którzy mieli tu swoją rezydencję. Starszy wnuk Jerzego Fryderyka Leon Maksymilian spłacony przez młodszego brata Karola Erdmana przeniósł się na Dolny Śląsk, gdzie zakupił w początkach XVIII wieku dobra Grębocin. Potomkowie Karola Erdmana posiadali Świerklaniec i Tarnowskie Góry aż do XX wieku.


SAM PRZECIW RAJCOM

Wszyscy przedstawiciele tego rodu byli wyśmienitymi gospodarzami i potrafili zgromadzić olbrzymi majątek (już Łazarz II pożyczał cesarzowi duże sumy na wojnę z Turkami); osiedlając się na Górnym Śląsku, zapoczątkowali na tym terenie na wielką skalę rozwój przemysłu, zakładając liczne kopalnie rudy żelaza.

Działalność ich należy ocenić pozytywnie, chociaż nie zawsze była ona zgodna z prawem. Jako potomkowie kupców doskonale rozumieli, jak niebezpieczna może być konkurencja. W jej zwalczaniu posuwali się do działań bezprawnych. Jak opisuje w swojej historii Sławięcic prof. Jońca, gdy w 1670 roku miasto Bytom próbowało uruchomić na swoich ziemiach kopalnie żelaza, hr. Leon, korzystając z uprawnień tzw. pana gruntowego, ogłosił wbrew przywilejom cesarskim rudę żelaza za własność państwową, czyli jego, odebrał miastu tereny, na których ona występowała, i żeby dodatkowo upokorzyć radę miejską Bytomia, odebrał jej ratusz, w którym urządził zwierzyniec.

Guido Henckel von Donnersmarck był jednym z najbardziej znanych przedstawicieli swej rodziny, śląskich arystokratów i magnatów przemysłowych. Zgromadzony majątek pozwalał mu wpływać także na politykę. Na tym polu spokał dwie znane i nietuzinkowe postacie: Alfreda Kruppa z zagłębia Rurhy zwanego "królem stali" oraz Ottona von Bismarcka, później zwanego "żelaznym kanclerzem".

W 1871r. Prusy odniosły wspaniałe zwycięstwo nad Francją. Upokorzony cesarz Napoleon III Bonaparte dostał się do niewoli, a król pruski Wilhelm I Hohenzollern triumfował. Głównym autorem tego sukcesu był jednak wspomniany Bismarck - rzecznik zjednoczenia Niemiec pod hegemonią Prus. On też zażądał 1 miliona franków w złocie jako odszkodowania. Kwotę tę miał jednak skorygować Guido Henckel von Donnersmarck. Hrabia (dopiero od 1901r. książę) znał realia francuskie. Był stałym bywalcem paryskich salonów arystokratycznych. Tam zresztą poznał swą przyszłą żonę, słynną markizę Blankę de Paiva. Guido podpowiedział przyjacielowi, iż Francuzów stać na więcej. Podobno w ciągu jednej nocy napisał memoriał uzasadniający to zdanie. Francja w myśl podpisanych układów pokojowych została zobowiązana do zapłacenia 5 milionów franków w złocie i... zapłaciła. Liczbę tę podał i udowodnił, że jest to możliwe, hrabia Guido ze Świerklańca. Po tak wspaniałym wydarzeniu w Berlinie - stolicy Prus i zjednoczonych właśnie Niemiec - wybudowano Kolumnę Zwycięstwa. Na jej budowę poszły również pieniądze uzyskane z francuskiej kontrybucji. Gudio po wojnie nie mógł nadal przebywać z Blanką w Paryżu. Francuzom się to nie podobało. Wrócił na Śląsk. Zapragnął jednak przenieść tutaj kawałek Francji. Tak powstał "Mały Wersal" - pałac w stylu francuskiego neorenesansu - wraz z okalającym go wspaniałym parkiem. Na to jednak Guido musiał wydać własne pieniądze, uzyskane z inwestycji w górnośląski (choć nie tylko) przemysł. Z historią Polski berlińska kolumna spotkała się w dniach tragicznych dla Niemiec w 1945r. "Tysiącletnia" III Rzesza sypała się w gruzy, tak samo jak szturmowany Berlin. W jego zdobyciu obok Armii Czerwonej miały swój udział także jednostki polskie. Właśnie w okolicach Tiergarten i Kolumny Zwycięstwa kończyli Polacy swój szlak bojowy. Podobno po zwycięstwie wśród aliantów zrodził się pomysł aby zburzyć kolumnę. Sprzeciwili się jednak temu... Francuzi. Ten symbol ich klęski ostał się dzięki ich interwencji. Pałac w Świerklańcu nie miał jednak tyle szczęścia. Spalony w 1945r. ostatecznie został wysadzony i rozebrany w latach 60.











ODPOWIEDZIALNY ZA ZNISZCZENIA:

czytaj:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz